czwartek, 27 marca 2014

Rozdział 2


----------------------------------------------

,,Wstałam tylko po to, aby upaść ponownie’’

Rose śniła.
Stała w słońcu, na trawniku koło jakiegoś domu. Obok niej stał starszy mężczyzna z brązowymi kręconymi włosami i okularami. Trzymał za rękę 5 letnią Rose, małą, pulchniutką dziewczynkę, z długimi jasnymi włoskami spiętymi w kucyki. Ubrana była w różową sukieneczkę w groszki, stopy miała bose, zupełnie tak jakby chciała poczuć orzeźwienie jakie dawały kropelki rosy.
W skupieniu i milczeniu oboje patrzyli na drewnianą huśtawkę, którą oplatała biała róża. Jej pędy zaczepiały się o belki huśtawki i pięły w górę. Wyżej i wyżej…
-Zobacz tatusiu!- krzyknęła podekscytowana dziewczynka.- Rosną w górę zupełnie jakby chciały dotknąć nieba!
-Na cześć tej róży dostałaś imię- powiedział starszy mężczyzna posyłając jej pełny szczęścia uśmiech.- Kiedy dowiedziałem się, że Maya jest w ciąży kupiłem jej sadzonkę tej róży. Ona ją posadziła w ogrodzie, ale nie chciała rosnąć. Dopiero kiedy się urodziłaś zaczęła rozkwitać. Zupełnie jakby dorastała razem z tobą.
-Super!- ucieszyła się dziewczynka.- Naprawdę fajnie, że ta róża rozkwitła bo zawsze się zastanawiałam jak wygląda. Mogę jej dotknąć?- dziewczynka wyciągnęła rękę, ale ojciec ją powstrzymał.
-Skarbie, nie powinno się dotykać róż.
-Dlaczego?
-Bo róże są jak ludzie. Wydają się cudowne, pięknie pachną, ale mają też kolce. Wystarczy jeden nieostrożny ruch i masz rozcięty paluszek albo złamane serduszko- mała Rose dotknęła swojego serduszka. Wystukiwało ono cichutki rytm, który idealnie komponował się z melodią ptaków.
-Ale dlaczego ludzie są źli?
-Nie wszyscy. Większość.- Tato uklęknął przy niej i przytulił.- Pamiętaj żeby nie ufać przypadkowym ludziom. Oni tylko czekają żeby zrobić ci krzywdę- mocniej ją przytulił, a dziewczynka się rozpłakała.
Potem oślepiająco białe światło powoli zalewało cały obraz snu. Przez biel przeleciał czarny kruk, a w głowie Rose rozbrzmiały echem słowa ,, Pamiętaj żeby nie ufać przypadkowym ludziom. Oni tylko czekają żeby zrobić ci krzywdę’’
 Pamiętam tato. Pamiętam.
-Ona żyje? – Rose przez zamknięte oczy usłyszała męski głos. Udawała, że śpi. Z każdej strony otaczały ją ciemności w, których nawet te głosy wydawały się nierealne. Odległe, jak szczęście po, które nie ma siły sięgnąć swoimi drobnymi rękoma. Niby blisko, ale nadal daleko.
-Z pewnością!- odpowiedział ktoś lekko poirytowanym głosem.- Gdyby tak nie było, nie uważasz, że jej serce by stanęło? Co za głupie pytanie!
-Głupie pytanie, głupia odpowiedź!
-Nie ma głupich odpowiedzi są głupie pytania- do rozmowy włączył się trzeci głos. Kobiecy.
-Aha rozumiem. Grupowy dzień hejtowania Fabiana. Okay!- po tych słowach prychnął i już się nie odezwał. Nikt się nie odezwał. Rose powoli otworzyła oczy i zamrugała kilka razy, zanim dotarło do niej gdzie jest. Cztery idealnie białe ściany, pasujący do nich sufit, podłoga z paneli, łóżko, na którym leżała i kilka osób wpatrujących się w nią, w milczeniu. Podłączona była do pikającego sprzętu, ale nie tym teraz sobie zawracała głowę.
Całą jej uwagę pochłonęła para oczu wpatrująca się w nią z nieskrywanym zainteresowaniem. Kiedyś o tym czytałam, przypomniała sobie. He…, kiedy próbowała przypomnieć sobie nazwę, jej głowę przeszył ostry ból. Przed oczami pojawiły jej się mroczki, a świat zawirował. Przymknęła je i czekała, aż to minie. Poczuła czyjąś dłoń na swoim czole. Ten gest ją uspokoił na tyle, aby otworzyła oczy. Wpatrywały się w nią kolorowe tęczówki. Jedna niebieska, a druga zielona.
-Nie powinnaś myśleć teraz o niczym- uśmiechnął się ciepło.- Znaczy… nie myśl intensywnie, bo głowa cię będzie boleć… no, bardziej niż teraz, bo teraz cię boli!- dziewczyna zastanawiała się czy ten chłopak przypadkiem nie uciekł z oddziału dla umysłowo chorych, ale w jej przypadku, myślenie na te tematy było czystą hipokryzją.
Intrygowały ją nie tylko jego oczy, ale także i wygląd. Podłużna twarz z malinowymi ustami i ciemnymi rzęsami, rzucającymi cienie na piękne policzki. Kiedy się uśmiechał pojawiały się w nich dołeczki. Z głowy miękką kaskadą spływały blond włosy sięgające do  karku. Nie za długie i nie za krótkie. Idealne.
W głowie dziewczyny wykwitł obraz. Ona stoi obok sztalugi i rysuje księcia z blond włosami, który siedzi na koniu w długiej pelerynie, którą bawił się jesienny wiatr. Obok niej siedzi mama i mówi co ma poprawić. 11-nasto letnia Rose, wściekła na obrazek, zniszczyła go.
Idealny. Ludzie nie są idealni. Tłumaczyła mamie.
Do chłopaka podszedł inny z krótko przyciętymi brązowymi włosami, szarymi oczami bez wyrazu, kamienną twarzą i budową ciała jak u goryla. Ze znudzoną miną pacnął blondyna w głowę. Ten odskoczył i potarł bolące miejsce z miną zbitego pieska.
-Głupek! Gadasz jakbyś coś brał- brunet przyjrzał mu się uważnie.- Nie wyglądasz na podchmielonego… Przestań bredzić, bo straszysz ją jeszcze bardziej.
-Oki, doki!- blondyn uśmiechnął się od ucha do ucha.- Pójdę po doktorka!- powiedziawszy z radosnym piskiem i w podskokach wyszedł z pokoju.
Brunet spojrzał na stojącą w kącie kobietę. Była ubrana w legginsy, czarne botki i białą tunikę. Krucze włosy miała związane w koka, a z uszu zwisały długie, złote kolczyki. Całość idealnie współgrała z porcelanową cerą i brzoskwiniowymi ustami oraz czarnymi oczami. Przeglądała jakieś papiery w jasno brązowym skoroszycie.
-Co mu dałaś?- dziewczyna zamknęła dokument i odłożyła go na mały stoliczek.
-Ja? Nic mu nie dałam… chociaż…
-Powiesz czy mam się domyśleć?
-Nie mógł zasnąć, więc prosił mnie abym przyniosła mu zastrzyk nasenny… tyle, że… He, He… pomyliłam strzykawki.- dziewczyna podeszła do okna i je otworzyła. Podmuch zimnego wiatru otrzeźwił Rose, na tyle, aby mogła już w pełni pojąć temat rozmowy tej dziwnej pary.
-Jak to pomyliłaś strzykawki?!- brunet w zastrzyku frustracji, wyrzucił muskularne ręce w górę.
-To nie było specjalnie!- dziewczyna się skrzywiła i z gracją odeszła od okna, stukając butami o podłogę.
-To co mu dałaś?
- Zastrzyk rozweselający- opuściła głowę. Wydawało się, jakby para zupełnie zapomniała o dziewczynie leżącej na łóżku, z dziwnym uczuciem pustki. Czegoś jej brakowało. Czegoś albo kogoś. Nie wiedziała tylko kogo.
Przestała słuchać i wpatrzyła się w śnieżno biały sufit. Kiedy mrugnęła cała biel znikła, a zastąpiły ją plamy krwi. Serce Rose zaczęło bić w przyśpieszonym tempie. Krew, myślała. Dlaczego? Łzy zaczęły spływać jej po policzkach, zostawiając za sobą mokre ślady.

Zupełnie jak małe strumyczki słonej wody, które płyną tylko wtedy kiedy człowiek nie jest w stanie kontrolować emocji.

2 komentarze:

  1. Taaaak... Najpierw napisz komentarz, w którym wychwalasz wszystko, a potem zobacz, że ci się usunęło. Life is brutal .-.

    Kocham. Wielbię. To jest tak świetne, że bardziej się nie da. No chyba, że za te parę lat... Oj już się boję co wtedy napotkam.
    Emocje... bardzo dużo emocji. I szczegółowe opisy akcji, dramat w jej życiu, humor w kłótni z tymi ludźmi. WSZYSTKO jest cudowne. I te sentencje, cytaty *o* Rozpływam się czytając to. Jestem od dziś twoją największą fanką i żądam informowania mnie o nowych rozdziałach, od razu po opublikowaniu. A teraz pisz więcej, bo ja czekam. Marudzisz, że ci nudno, to teraz pisz, bo ja czekam. ლ(ಠ_ಠლ) Natychmiast.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopiero teraz widzę ten komentarz. Nie powiem, że normalnie jak czytałam to miałam smajla na twarzy xd dziękuję. Oczywiście dla ciebie za niedługo dodam rozdział. ....... jak mi się będzie chciało xd a i co do tych emocji... tak miało być. Mieliście czuć to co onna czuje buhahahahha... xD

      Usuń