" Mała dziewczynka po świecie kroczy, zamyka śliczne,
zroszone oczy, modląc się o siłę, w szaleństwo popada, rach ciach po rączkach i
robi się blada..."
Życie Rose nigdy nie było usiane
różami, nigdy nawet nie przypominało życia. Dawno już by z nim skończyła, gdyby
nie jej 10 letnia siostrzyczka. To ona przytrzymywała ją przy życiu, odciągała
do żyletek, opatrywała rany na dłoniach, płakała i prosiła, aby tego więcej nie
robiła.
Niestety Rose nie mogła przestać.
Kocha Nadie i zrobiłaby dla niej wszystko, ale tego nie mogła. Powoli się
uzależniła. Cięła się kilka razy dziennie, bo tylko dzięki temu mogła choć na
chwilkę poczuć ulgę w swoim życiu i ból psychiczny zastąpić fizycznym.
Na początku- gdzieś w wieku 13
lat- cięła się cyrklem, potem nożyczkami a potem używała do tego noża. Oprócz
tego, że się okaleczała to nic nie jadła. Można było policzyć jej wszystkie
kości.
Tego dnia tuliła Nadię do snu,
kiedy do domu wszedł jej przybrany ojciec- prawdziwy, tak jak matka, zginął w
strzelaninie w mieście- Był tęgim łysiejącym brunetem o zielonych oczach, w których
czaiła się nienawiść. Rzucił swoją aktówkę i rozejrzał się po domu z twarzą
wykrzywioną z wściekłości. Zatrzymał spojrzenie na Rose, podszedł do niej
ciągnąc za włosy i stawiając na równe nogi.
Ona nawet nie krzyknęła z bólu,
była przyzwyczajona, codziennie dostawała z pięści od ojca albo była zamykana w
piwnicy na długie godziny, gdzie płakała i trzęsła się z zimna. Rose okręciła
się tak, aby zasłonić ciałem śpiącą siostrę.
-Ty mała suko!- krzyknął jej do
ucha.- Ja cały dzień haruje jak wół, aby zarobić na twoje utrzymanie, a ty
nawet nie raczysz zrobić cholernego obiadu!
-Tato przestań na nią krzyczeć-
odezwała się cicho Nadia, która już stała na równych nogach za plecami siostry.
Ręce jej się trzęsły, a łzy leciały po policzkach. Rose łypnęła na nią spode
łba.
-Nadia na górę już!- warknęła.
Młodsza z sióstr już ruszała w stronę schodów, kiedy ojciec złapał ją za rękę.
Krzyknęła i odwróciła się do niego twarzą. Idealnie w porę, aby zobaczyć jak jego
ręka szybuje w stronę jej twarzy. Rose bez wahania stanęła między nią, a pięścią,
w wyniku czego dostała w prawy policzek, a ból, który już tak dobrze znała,
rozszedł się po jej ciele.
- Do pokoju już!- krzyknęła
ponownie, mając nadzieję, że posłucha. Kiedy ta zniknęła na górze i w całym
domu rozległ się dźwięk zasuwanego zamka Rose odetchnęła z ulgą. Ojciec
wściekły złapał ją za ramiona i rzucił na schody. Boleśnie obiła sobie plecy i
pupę. Tak jak przedtem złapał ją za włosy i brutalnie przycisnął do ściany.
Jego chwyt był tak mocny, że
dziewczyna, choć bardzo chciała, nie mogła się wyrwać. Ojciec zaczął zbliżać
swoją twarz do jej, a przy okazji próbował rozpiąć guziki jej kraciastej koszuli.
Rose krzyknęła z przerażenia i zaczęła drapać paznokciami jego policzek. Nie
zadziałało, dalej odpinał guziki, a spod koszuli zaczął wystawać kawałek
koronkowego stanika. Dziewczyna odchyliła głowę do tyłu i z całej siły uderzyła
mężczyznę w nos, który momentalnie zaczął krwawić.
-Ja się tobą opiekuję… a… a ty mi
się tak odpłacasz?!- krzyknął zakrywając ręką nos. Dziewczyna korzystając z
okazji, odepchnęła go od siebie i pobiegła na górę po schodach. Napastnik
złapał ją za nogę i runęła obijając szczękę, biodra i brzuch o twarde stopnie.
Była przerażona, ale wiedziała,
że nie może się poddać, bo on może skrzywdzić Nadię. Kopnęła go w kroczę i nie
zważając na rwący ból, wbiegła po schodach i skierowała się do swojego pokoju.
Kiedy już tam była wyciągnęła
spod łóżka nóż, którego używała do cięcia. Mocniej zacisnęła dłoń na rękojeści,
kiedy z dołu dobiegały przekleństwa i krzyki ojca.
-Jeszcze z tobą nie skończyłem!- po
tych słowach usłyszała kroki. Serce jej dudniło, pompując krew, która
nieprzyjemnie pulsowała w jej żyłach. Kiedy tylko ojciec pojawił się w progu
skoczyła na niego z wyciągniętym przed siebie nożem.
Nareszcie mogła się wyładować za
te wszystkie lata torturowania, zamykania w piwnicy, za wszystko co zrobił jej
i Nadii. Nie chciała, aby zrobił jej krzywdę, już nikomu.
On jednak złapał ją za ręce i
mocno ścisnął nadgarstek, przez co wypuściła nóż. Krzyknęła zaskoczona nagłą
zwinnością mężczyzny. Pchnął ją na lustro, które pod jej ciężarem rozbiło się
na tysiąc kawałeczków, raniąc jej plecy.
Ojciec złapał ją za pierś, a ona
wyrwała mu rękę z uścisku, złapała większy odłamek szkła i przewracając ojca na
ziemię wbiła mu go w gardło. Krzyczał przeraźliwie dopóki nie stracił głosu.
Rose to nie wystarczyło. Wyrwała odłamek i wbiła go jeszcze raz, i jeszcze raz…
Odsunęła się od zmasakrowanego
ciała dopiero wtedy gdy niekontrolowany szloch wstrząsnął jej ciałem. Skuliła
się pod ścianą nadal trzymając, w zakrwawionej dłoni, odłamek, którym zabiła
ojca.
-Zabiła… m… - szlochała.- Zabiłam
człowieka!- zaczęła się cała trząść. Poczołgała się po ziemi do noża, wzięła go
w dłonie i wróciła z powrotem na swoje miejsce.
Przypatrywała mu się przez
dłuższą chwilę. Wystawiła nadgarstek pełen głębokich blizn i zrobiła kilka
nowych, głębszych niż kiedykolwiek. Potem druga ręka. Obie od łokcia, aż po
opuszki palców były umazane krwią jej i jej ojca.
Wtedy w drzwiach stanęła Nadia,
była blada, zbyt blada, nawet jak na nią. Krzyknęła kiedy zobaczyła siostrę w
kącie z nożem w ręce i całą we krwi. Potem zobaczyła ojca. Zakryła usta ręką,
kilka razy zamrugała, aby otrząsnąć się z szoku i podbiegła do siostry. Wyrwała
jej nóż z ręki i odrzuciła w drugi kąt pokoju. Załapała jej ręce w swoje i
przytuliła do policzka. Rose nadal szlochała.
- Rose proszę… przestań. Błagam!-
rozpłakała się razem z nią. Pokazała Rose jej własny nadgarstek z krwawiącymi
ranami.- Dlaczego to robisz? Proszę odpowiedz mi. Spójrz na mnie!- kiedy nie
dostała odpowiedzi przytuliła się do siostry nie zważając na to, że jej ubrania
i skóra są utytłana w szkarłatnej cieczy.
Rose powoli wariowała. W ręce
nadal miała szkło. Ściskała go tak mocno, że palce porozcinały jej się od
ostrych krawędzi. Nadia to zauważyła.
-Nie! Przestań. Nie widzisz, że
robisz sobie krzywdę?! A robiąc sobie krzywdę robisz ją też mi!- dziewczynka wyrzuciła
szkiełko z jej ręki. Rose miała dziwne uczucie. Zawsze to ona była tą odważną i
to ona broniła siostrę. Teraz role najwidoczniej się odwróciły. To ona leżała
zakrwawiona, szlochająca i skulona w kącie, podczas kiedy jej siostra szukała
telefonu, aby zadzwonić po pomoc.
Kiedy go znalazła wybrała jakiś
numer i zaczęła wykrzykiwać do słuchawki słowa, które dla leżącej na ziemi
dziewczyny, zdawały się być niewyraźnym szumem. Czuła się jak skorupa.
Wiedziała, że jest w tym domu i, że żyje, ale jednocześnie jej tam nie było.
Nadia odłożyła telefon i uklękła przy siostrze.
-Nadia… do kogo zadzwoniłaś?- Spytała
łamiącym się głosem. Była załamana ale nadal chciała chronić siostrę.
-Kiedyś poszłam do naszego
starego domu, wiem, że nie powinnam tego robić ale to nie jest teraz ważne!-
dodała szybko widząc słaby, ale rozgniewany wzrok nastolatki.-Znalazłam tam
pamiętnik mamy. Na jednej stronie był zapisany numer telefonu i wyjaśnienie, że
jeśli stanie się z tobą coś złego to trzeba zadzwonić właśnie tam. I
zadzwoniłam!- wyrzucała z siebie słowa, z szybkością karabinu maszynowego,
bezskutecznie próbując zatamować krwawienie na dłoniach swoją różową piżamką.
-Ale ty wiesz do kogo dzwoniłaś?
-Nie. Ale jeśli oni ci pomogą to
dobrze, że to zrobiłam!
- …- w tamtej chwili nie była w
stanie znaleźć jakiegokolwiek słowa. Bała się, że wszystko co powie dodatkowo
zmartwi tą drobną i kruchą istotkę.
-Nie martw się… Wszystko będzie
dobrze- posłała Rose smutny uśmiech.- Masz rozpiętą koszulę. Czekaj chwilkę
–siostra zapięła jej koszulę i popatrzyła w oczy.- Co ci jest? Rose?!- dziewczynie
zakręciło się w głowie, a z jej twarzy zaczęły schodzić kolory, których i tak
już miała mało. Z ran trysnęły świeże stróżki krwi, oczy same opadały i powoli
traciła kontrole nad własnym ciałem. Upadła na ziemię, a ostatnie co zobaczyła
było kilka chłopaków i dwie dziewczyny wpadające do środka. Jeden się do niej
zbliżył, jednak w zasięgu jej wzroku były tylko czarne glany z czerwonymi
sznurówkami.
- Pomóżcie jej! Proszę!-
krzyczała Nadia, ale to było ostatnie co Rose usłyszała, zanim powieki jej się zamknęły,
a kontakt z otaczającym ją światem całkowicie się urwał.
_________________________________________________
Oto pierwsza dawka poprawionych rozdziałów :) Mam nadzieję, że się podobał. Pierwsze 3 rozdziały, będą trochę chaotyczne, ale myślę, że już następne będą o wiele lepsze :D
smutne jest to, że w wielu rodzinach nadal stosuje się przemoc. i wiele nastolatków się okalecza. ciekawie będzie czytać historię dziewczyny z przejściami. czekam na następną notkę. (":
OdpowiedzUsuńps. "usiane różami" - powinno być usłane różami
Dziękuję :* Takie komentarze aż motywują do dalszego pisania xD
UsuńJej, strasznie mną wstrząsnęła ta scena. Życzę Rose z całego serca żeby przestała się ciąć. Na jej miejscu też bym chyba nie wytrzymała, ale ma na szczęście jeszcze Nadię. Mam nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży ;))
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam
Amanda z http://magiczne-literki.blogspot.com/
Nie będzę spoilerować co się stanie z Rose *szatański śmiech*
Usuń:D Dziękuję za miłe słowa :*
Całkiem fajne :) Troszkę przygnębiające :c Spodobało mi się, czekam na next :)
OdpowiedzUsuńJejku świetne. Kiedy kolejny? Trochę to smutne ;CC ale naprawdę super ♥ Dawaj dalej jak najszybciej ;>
OdpowiedzUsuńMogę Ci coś poradzić? :D Więc tak zmień czcionkę, bo troszkę trudno się czyta ;> i dodaj opcje "Obserwatorzy" to być może więcej osób będzie Cię czytać :D i jeszcze usuń weryfikację obrazkową ;DD ale nie musisz nie xdd Czekam na kolejne części ;>
Zapraszam też do mnie: http://powrotdoprzeslosci.blogspot.com/
Oczywiście. Dziękuję z amiłe słowa i rady :* xD
Usuń