wtorek, 19 sierpnia 2014

Rozdział 3


______________________________________________



,,Moje życie to cmentarz idealnie pochowanych nadziei’’

Dziewczyna ponownie zasnęła, tym razem nic jej się nie śniło. Kiedy jej tęczówki ukazały się światu, była sama w pokoju. Chaotyczna parka wyszła. Cały czas była przerażona i zdezorientowana po incydencie z krwią. Wiedziała, że to była tylko halucynacja, jednak nie mogła się opanować z powodu wyrzutów sumienia. W końcu zabiła ojca.
Leżała jeszcze chwilę w łóżku, a kiedy do pokoju wszedł doktor w białym kitlu, ze stetoskopem przewieszonym przez szyję i z podkładką w dłoni, podniosła się na łokciach do pozycji siedzącej. Mężczyzna miał na oko 30 lat, blond włosy, przeplatane siwizną były zaczesane na jedną stronę, szare oczy szeroko otwarte, a wąskie usta uśmiechnięte. 
Zawsze się uśmiechają. Zawsze kiedy ktoś jest w krytycznej sytuacji. Chcą dodać otuchy, niestety… czasami nie pomaga.
-Witaj Rosemary. Nazywam się Fearless.  Jak się czujesz?- Doktor usiadł na krześle stojącym przy łóżku. Rose przełknęła gulę w gardle i zmusiła się do odpowiedzi.
-Normalnie- kłamała. Czuła się taj jakby w każdy milimetr jej ciała zostały wbite małe igiełki. Nie dało się tego ubrać w słowa. Lepiej było skłamać.
-Rozumiem… Zmienimy ci opatrunki, dobrze?- dziewczyna kiwnęła głową. Nie rozumiała dlaczego się jej o to pytał i tak by to zrobił. Kiedy zaczął odwijać bandaże z jej dłoni, serce zaczęło boleśnie obijać jej żebra, jednak nie spodziewała się, że to co zobaczy będzie dla niej takim szokiem.
Całe dłonie, począwszy od opuszków po łokieć i przedramię były pocięte. Kreski, dłuższe, krótsze, głębsze, cieńsze, jedne już białe inne zaczerwienione, a z jeszcze innych sączyła się krew. Jakby tego było mało całe ręce były spuchnięte i obolałe.
Doktor wtarł jakąś maść, która z początku niemiłosiernie piekła, jednak potem działała kojąco i chłodziła skórę. Później założył nowy, czystszy bandaż. Teraz kiedy tak na niego patrzyła doszła do wniosku, że musiała strasznie długo spać. Jej skóra, mimo tego, że chorobliwie jasna, odznaczała się od sterylnego bandaża.
-Ile…. Ile spałam?
-Jak tu trafiłaś, to może jakieś 3 dni byłaś nieprzytomna. Już myśleliśmy, że się wykrwawisz. Na szczęście tak się nie stało. Obecnie w szpitalu jesteś już 5 dzień.
-Aha.
-Gdyby nie ta twoja siostrzyczka…- dziewczyna gwałtownie uniosła głowę. Zupełnie zapomniała o Nadii.
-Co z nią? Gdzie ona jest?!
-To mogło….. Może najpierw otrząśnij się z szoku, przygotuj się i potem porozmawiamy o sprawach nie związanych z twoim zdrowiem fizycznym? Wszystko na to wskazuje, że dasz radę już chodzić.- Znów się uśmiechnął.
-Jak to przygotować?
-No cóż….- Westchnął, a wahanie w jego głosie nie wróżyło nic dobrego.- Wybacz moją bezpośredniość… Zabiłaś ojca, jesteś nieletnia więc prawnie zostałabyś umieszczona w poprawczaku. Jednak jesteś również niepoczytalna psychicznie, więc do 18 roku życia będziesz mieszkała w domu dla nastolatków z problemami psychicznymi. Będziesz chodzić na specjalne terapie, poznasz nowych ludzi, wyzdrowiejesz, skończysz z uzależnieniem… Ale kiedy psychiatrycy stwierdzą, że możesz już opuścić placówkę, zostaniesz odesłana na komisariat i twoje losy potoczą się dalej, w zależności od wymierzonej, przez policję kary.
-Czyli ląduje w psychiatryku…- Rose spuściła głowę i ścisnęła w swoich rękach pościel. Zrobiła to tak mocno, że zbielały jej kostki. – A co będzie z moją siostrą?- bała się usłyszeć odpowiedzi. Wiedziała, że ją straci. Dało się to wyczuć w powietrzu. Małe, ostre igiełki poruszające się z każdym biciem serca, z każdym słowem, oddechem, myślą. Tnące, raniące, przynoszące smutek.
- Nie wiem czy jesteś….
-Co się stanie z moją siostrą?!- dziewczyna podniosła głos, wstała z łóżka na równe nogi, co nie było zbyt dobrym pomysłem dla jej obolałego i zdrętwiałego ciała. Po raz pierwszy od kilku lat krzyknęła na kogoś, nie wliczając Nadie, na którą krzyczała, kiedy nie chciała uciekać, kiedy ojciec miał zamiar ją uderzyć. Zawsze ją potem przepraszała, a ona zawsze wybaczała. Bolesne wspomnienia, które się nasilą jeszcze bardziej, kiedy Rose pozna odpowiedź.
-Została umieszczona w rodzinie zastępczej.- Wtedy właśnie poczuła jak coś w niej pękło.
-Została, czyli już jej nie zobaczę?
-Przykro mi.-  Wtedy upadła na podłogę, zaczęła szlochać i łkać. Słone łzy płynęły z oczu, które zakryła dłońmi. Zupełnie jakby chciała je powstrzymać, schować z powrotem do oczu. Jednak to na nic się nie zdało. Właśnie w tej chwili straciła wszystko co trzymało ją przy życiu.
Dlaczego, myślała. Dlaczego musiałam być taka głupia? Już jej nigdy nie zobaczę. Nie wypuszczą mnie z psychiatryka, a potem trafię do więzienia i tylko Bóg wie ile będę tam siedzieć.
- Walić to…- powiedziała cicho między szlochami.- Boga nie ma. Gdyby był…. Gdyby był to by mi jej nie zabrał. I gdzie tu do cholery ta jego dobroć?! No gdzie?!
To co się potem działo Rose pamięta jako ciąg zdarzeń. Przyszła pielęgniarka, która pomogła jej pozbierać się z podłogi i umyć, zaplotła jej włosy w warkocz, ubrała w ciuchy, w których tu trafiła, i kazała stanąć przed lustrem. Zapytała się czy podoba jej się fryzura. Wsadziła do auta i pojechała z nią do psychiatryka. Kierowcą był ten chłopak z podwójnymi tęczówkami. Oboje próbowali zacząć z nią rozmowę ,,Piękna pogoda prawda?’’, ,,Wyglądasz naprawdę dobrze’’, ,,Wyspałaś się?’’ I wiele podobnych pytań. Rose jednak na żadne nie odpowiadała, Wyglądała przez okno i z trudem powstrzymywała łzy.
-Słuchaj…- głos Fabiana ze szpitala i Fabiana, który jechał z nimi w aucie znacznie się różnił. Rose myślała, że to dlatego, że był pod wpływem środku rozweselającego. Tamten Fabian był radosny i roześmiany, ten jest poważny i smutny.- Wiem, że jest ci teraz ciężko, ale mimo wszystko, powinnaś zrobić wszystko, aby to zmienić. Jak myślisz co poczułaby Nadia gdyby dowiedziała się w jakim stanie jesteś? Nie musisz z nami rozmawiać ale chociaż udawaj, że cię interesuje to co mówimy! Powinnaś zdać sobie sprawę z tego, że nie zmienisz przeszłości. To, że byłaś na tyle głupia i zaczęłaś się ciąć, poskutkowało tym, że zostałaś uznana za niepoczytalną! Trzeba było wcześniej pomyśleć i wiesz co? Gdybyś się nie okaleczała trafiłabyś do więzienia i biorąc pod uwagę to, że nie dostaniesz dożywocia, wyszłabyś szybciej i zaczęła żyć na nowo! Nie udawaj wielce pokrzy…
-Fabian dość!- przerwała mu pielęgniarka.
-Nie. Nie, dość! Denerwują mnie takie zachowania. Wszyscy mają powaloneżycie! Nie…
-Zamknij się. Zamknij się! Zamknij się!- Rose wybuchła.- Nawet nie wiesz co mi się stało! Nie masz prawa mówić mi co powinnam zrobić, a co nie! Nie znasz mnie, nic o mnie nie wiesz! Nie udaje pokrzywdzonej, równie dobrze w tej chwili mógłbyś mnie wyrzucić z auta prosto pod pociąg, a ja bym ci za to podziękowała! Żałuje tego co zrobiłam i wiem, że w oczach wielu jestem po prostu chorą morderczynią i się tego nie wypieram, bo to zrobiłam! A wiesz co jest w tym najgorszego? Że te cholerne gadki typu ,,trzeba iść do przodu’’ , ,,zapomnieć o przeszłości’’ to tylko puste słowa, które mają za zadanie okłamać człowieka, że może być dobrze, ale wiesz co? Nie może być dobrze! – Fabian patrzył na nią w lusterku. Nie wiedział co odpowiedzieć, a pielęgniarka była najwyraźniej zszokowana. W końcu chłopak mruknął pod nosem:
-Nie tylko ty żałujesz tego co zrobiłaś…- Zaśmiał się.- Na reszcie się odezwała! A jak już to zrobiła to nawija i nawija, jak ta katarynka! Hahahaha..- śmiał się jeszcze chwilkę, a później zajechał przed wielką srebrną bramę, która była zwieńczona drutem kolczastym. Za nią znajdował się ogród i naprawdę wielki, WIELKI, biały budynek, z masą okien, drzwi i balkonów.
-Witamy w psychiatryku! Oprowadzę cię: za tą bramą znajdują się najbliższe dwa lata twojego życia!- Kiedy Rose wysiadła z auta, stwierdziła, że nienawidzi normalnego Fabiana i chciałaby, aby zawsze zażywał środki rozweselające.
W głowie cały czas huczały jej, jego słowa ,, Oprowadzę cię: za tą bramą znajdują się najbliższe dwa lata twojego życia!’’
Kiedy nikt nie słyszał mruknęła do siebie:
-Lepiej by było… gdybym się wtedy zabiła.

I przekroczyła bramę, która w tamtej chwili przecięła niewidzialną nić, łączącą ją z tamtym życiem.