----------------------------------------------
,,Wstałam tylko po to, aby upaść ponownie’’
Rose śniła.
Stała w słońcu, na
trawniku koło jakiegoś domu. Obok niej stał starszy mężczyzna z brązowymi
kręconymi włosami i okularami. Trzymał za rękę 5 letnią Rose, małą, pulchniutką
dziewczynkę, z długimi jasnymi włoskami spiętymi w kucyki. Ubrana była w różową
sukieneczkę w groszki, stopy miała bose, zupełnie tak jakby chciała poczuć
orzeźwienie jakie dawały kropelki rosy.
W skupieniu i milczeniu oboje
patrzyli na drewnianą huśtawkę, którą oplatała biała róża. Jej pędy zaczepiały
się o belki huśtawki i pięły w górę. Wyżej i wyżej…
-Zobacz tatusiu!- krzyknęła
podekscytowana dziewczynka.- Rosną w górę zupełnie jakby chciały dotknąć nieba!
-Na cześć tej róży dostałaś imię-
powiedział starszy mężczyzna posyłając jej pełny szczęścia uśmiech.- Kiedy
dowiedziałem się, że Maya jest w ciąży kupiłem jej sadzonkę tej róży. Ona ją
posadziła w ogrodzie, ale nie chciała rosnąć. Dopiero kiedy się urodziłaś
zaczęła rozkwitać. Zupełnie jakby dorastała razem z tobą.
-Super!- ucieszyła się dziewczynka.-
Naprawdę fajnie, że ta róża rozkwitła bo zawsze się zastanawiałam jak wygląda.
Mogę jej dotknąć?- dziewczynka wyciągnęła rękę, ale ojciec ją powstrzymał.
-Skarbie, nie powinno się dotykać
róż.
-Dlaczego?
-Bo róże są jak ludzie. Wydają
się cudowne, pięknie pachną, ale mają też kolce. Wystarczy jeden nieostrożny
ruch i masz rozcięty paluszek albo złamane serduszko- mała Rose dotknęła
swojego serduszka. Wystukiwało ono cichutki rytm, który idealnie komponował się
z melodią ptaków.
-Ale dlaczego ludzie są źli?
-Nie wszyscy. Większość.- Tato
uklęknął przy niej i przytulił.- Pamiętaj żeby nie ufać przypadkowym ludziom.
Oni tylko czekają żeby zrobić ci krzywdę- mocniej ją przytulił, a dziewczynka
się rozpłakała.
Potem oślepiająco białe światło
powoli zalewało cały obraz snu. Przez biel przeleciał czarny kruk, a w głowie
Rose rozbrzmiały echem słowa ,, Pamiętaj żeby nie ufać przypadkowym ludziom.
Oni tylko czekają żeby zrobić ci krzywdę’’
Pamiętam tato. Pamiętam.
-Ona żyje? – Rose przez zamknięte
oczy usłyszała męski głos. Udawała, że śpi. Z każdej strony otaczały ją
ciemności w, których nawet te głosy wydawały się nierealne. Odległe, jak
szczęście po, które nie ma siły sięgnąć swoimi drobnymi rękoma. Niby blisko,
ale nadal daleko.
-Z pewnością!- odpowiedział ktoś
lekko poirytowanym głosem.- Gdyby tak nie było, nie uważasz, że jej serce by
stanęło? Co za głupie pytanie!
-Głupie pytanie, głupia
odpowiedź!
-Nie ma głupich odpowiedzi są
głupie pytania- do rozmowy włączył się trzeci głos. Kobiecy.
-Aha rozumiem. Grupowy dzień
hejtowania Fabiana. Okay!- po tych słowach prychnął i już się nie odezwał. Nikt
się nie odezwał. Rose powoli otworzyła oczy i zamrugała kilka razy, zanim
dotarło do niej gdzie jest. Cztery idealnie białe ściany, pasujący do nich sufit,
podłoga z paneli, łóżko, na którym leżała i kilka osób wpatrujących się w nią,
w milczeniu. Podłączona była do pikającego sprzętu, ale nie tym teraz sobie
zawracała głowę.
Całą jej uwagę pochłonęła para
oczu wpatrująca się w nią z nieskrywanym zainteresowaniem. Kiedyś o tym
czytałam, przypomniała sobie. He…, kiedy próbowała przypomnieć sobie nazwę, jej
głowę przeszył ostry ból. Przed oczami pojawiły jej się mroczki, a świat
zawirował. Przymknęła je i czekała, aż to minie. Poczuła czyjąś dłoń na swoim
czole. Ten gest ją uspokoił na tyle, aby otworzyła oczy. Wpatrywały się w nią
kolorowe tęczówki. Jedna niebieska, a druga zielona.
-Nie powinnaś myśleć teraz o
niczym- uśmiechnął się ciepło.- Znaczy… nie myśl intensywnie, bo głowa cię
będzie boleć… no, bardziej niż teraz, bo teraz cię boli!- dziewczyna
zastanawiała się czy ten chłopak przypadkiem nie uciekł z oddziału dla umysłowo
chorych, ale w jej przypadku, myślenie na te tematy było czystą hipokryzją.
Intrygowały ją nie tylko jego
oczy, ale także i wygląd. Podłużna twarz z malinowymi ustami i ciemnymi
rzęsami, rzucającymi cienie na piękne policzki. Kiedy się uśmiechał pojawiały
się w nich dołeczki. Z głowy miękką kaskadą spływały blond włosy sięgające
do karku. Nie za długie i nie za krótkie. Idealne.
W głowie dziewczyny wykwitł
obraz. Ona stoi obok sztalugi i rysuje księcia z blond włosami, który siedzi na
koniu w długiej pelerynie, którą bawił się jesienny wiatr. Obok niej siedzi
mama i mówi co ma poprawić. 11-nasto letnia Rose, wściekła na obrazek,
zniszczyła go.
Idealny. Ludzie nie są idealni.
Tłumaczyła mamie.
Do chłopaka podszedł inny z
krótko przyciętymi brązowymi włosami, szarymi oczami bez wyrazu, kamienną twarzą
i budową ciała jak u goryla. Ze znudzoną miną pacnął blondyna w głowę. Ten odskoczył
i potarł bolące miejsce z miną zbitego pieska.
-Głupek! Gadasz jakbyś coś brał-
brunet przyjrzał mu się uważnie.- Nie wyglądasz na podchmielonego… Przestań
bredzić, bo straszysz ją jeszcze bardziej.
-Oki, doki!- blondyn uśmiechnął
się od ucha do ucha.- Pójdę po doktorka!- powiedziawszy z radosnym piskiem i w
podskokach wyszedł z pokoju.
Brunet spojrzał na stojącą w
kącie kobietę. Była ubrana w legginsy, czarne botki i białą tunikę. Krucze włosy
miała związane w koka, a z uszu zwisały długie, złote kolczyki. Całość idealnie
współgrała z porcelanową cerą i brzoskwiniowymi ustami oraz czarnymi oczami.
Przeglądała jakieś papiery w jasno brązowym skoroszycie.
-Co mu dałaś?- dziewczyna
zamknęła dokument i odłożyła go na mały stoliczek.
-Ja? Nic mu nie dałam… chociaż…
-Powiesz czy mam się domyśleć?
-Nie mógł zasnąć, więc prosił
mnie abym przyniosła mu zastrzyk nasenny… tyle, że… He, He… pomyliłam
strzykawki.- dziewczyna podeszła do okna i je otworzyła. Podmuch zimnego wiatru
otrzeźwił Rose, na tyle, aby mogła już w pełni pojąć temat rozmowy tej dziwnej
pary.
-Jak to pomyliłaś strzykawki?!-
brunet w zastrzyku frustracji, wyrzucił muskularne ręce w górę.
-To nie było specjalnie!-
dziewczyna się skrzywiła i z gracją odeszła od okna, stukając butami o podłogę.
-To co mu dałaś?
- Zastrzyk rozweselający-
opuściła głowę. Wydawało się, jakby para zupełnie zapomniała o dziewczynie
leżącej na łóżku, z dziwnym uczuciem pustki. Czegoś jej brakowało. Czegoś albo
kogoś. Nie wiedziała tylko kogo.
Przestała słuchać i wpatrzyła się
w śnieżno biały sufit. Kiedy mrugnęła cała biel znikła, a zastąpiły ją plamy
krwi. Serce Rose zaczęło bić w przyśpieszonym tempie. Krew, myślała. Dlaczego?
Łzy zaczęły spływać jej po policzkach, zostawiając za sobą mokre ślady.
Zupełnie jak małe strumyczki
słonej wody, które płyną tylko wtedy kiedy człowiek nie jest w stanie
kontrolować emocji.